Sytuacja, w jakiej znajdujemy się po rozwodzie lub w trakcie trwania sprawy, jest na ogół trudna. Emocje, jakie temu towarzyszą, zwykle mają zabarwienie negatywne. Jesteśmy spięci, nerwowi, łatwo wyprowadzić nas z równowagi. Osoby ekstrawertyczne dodatkowo bardzo potrzebują swoistego wentyla, w postaci możliwości wygadania się.
Nasze dziecko też czuje się niepewnie. Zwykle ma poczucie winy, wydaje mu się, że jakoś przyczyniło się do rozwodu. Było niegrzeczne, a teraz rodzice się rozstają. Albo może przestali je już kochać…? Trzeba bardzo uważać, żeby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Aby uniknąć naprawdę dużych kłopotów, trzeba pamiętać o kilku istotnych sprawach. Pierwsza z nich i chyba najważniejsza, to rozmowy z dzieckiem o zaistniałej sytuacji. Ciągłe powtarzanie, że to, iż rodzice się rozstają, nie jest absolutnie winą dziecka. Mama i tato kochają je nadal, równie mocno, jak wcześniej, ale nie mogą już być razem.
Choćbyśmy byli rozgoryczeni do granic zaistniałymi okolicznościami, nie mamy prawa nastawiać dziecka negatywnie do rodzica, który odchodzi. To tylko i wyłącznie problem dorosłych, że z jakichś powodów nie mogą się dogadać.
Trzeba też bardzo uważać, by w tych poważnych rozmowach z młodym człowiekiem nie zapędzić się zbyt daleko. Nie wolno unikać trudnych tematów, ale nie oznacza to, że mamy obarczać syna, czy córkę bagażem naszych problemów i frustracji.
Nigdy nie jest tak, że żyjemy w towarzyskiej próżni. Otaczają nas znajomi i przyjaciele, którzy widzą naszą sytuację, czasem dostrzegają nasze problemy wcześniej, niż my. Aby nie doprowadzić do całkowicie niepożądanych okoliczności, w których powiernikiem naszych kłopotów staje się przedszkolak, należy założyć sobie swoisty plan naprawczy. Polega on mniej więcej na tym, że raz na jakiś czas – gdy czujemy, że nadmiar słów, jaki się w nas zgromadził, zaraz eksploduje, podrzucamy młodego człowieka do babci, cioci, czy zaprzyjaźnionej sąsiadki, umawiamy się z przyjaciółką w zacisznym, spokojnym miejscu i dajemy upust naszym żalom i frustracjom. Należy możliwie jak najczęściej i na bieżąco rozmawiać o całej sytuacji. Dzięki temu uchronimy nasze dziecko przed wysłuchiwaniem komentarzy absolutnie nie przeznaczonych dla uszu nieletniego, nie mówiąc już o tym, że nasz potomek nie będzie obrywał za nie swoje winy. Chodzi mi o wszelkiego rodzaju awantury o nie posprzątany pokój, czy rozlany sok, kończące się naszym płaczem i dzikim wrzaskiem, bo nagle okazuje się, że coś, co jest drobną, codzienną uciążliwością, urasta do rangi problemu na miarę wojny światów.
Czasem jest tak, że nie potrafimy otworzyć się nawet przed najbliższymi. Nie umiemy, bądź nie chcemy obciążać ich naszymi kłopotami. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem są spotkania z psychologiem. Z pewnością oczyści to atmosferę w naszym domu.
Źródło: www.dziecko.pl