Opowiadanie konkursowe „Męska wyprawa”
Prezentujemy naszym czytelnikom opowiadanie nagrodzone w naszym konkursie „Podróżować z dzieckiem”. Zwycięzcą został Pan Jakub. Zapraszamy do lektury opowiadania „Męska wyprawa” i czekamy na Wasze opinie. Życzę miłego czytania i dobrej zabawy.
Piątkowy poranek. Sierpniowe słonce wysoko na horyzoncie, a w perspektywie spokojny, leniwy weekend. Dzieci pobawią się w ogrodzie, żona przygotuje się do poniedziałkowej konferencji, a ja z laptopem na kolanach nadrobię sportowe zaległości z minionego tygodnia, doglądając maluchów w ogrodzie. Jeszcze tylko jedna dniówka i wolne. Koniec dniówki nastąpił wcześniej niż się spodziewałem. Szef wściekły wparował do biura wrzeszcząc coś o awarii systemu. Jedyne, co z tego zrozumiałem to fakt, że jesteśmy wolni bo i tak nic tu nie zdziałamy i mamy się punktualnie zjawić w poniedziałek rano.
Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Szybko opuściłem biuro – żeby szef nie zdążył się rozmyślić. Co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Chłopcy jeszcze w przedszkolu, żona w pracy. Słońce prazy niemiłosiernie – może wyskoczyć gdzieś na basen lub nad jezioro. Pamiętam jak mój ojciec uczył mnie pływać – ile było przy tym śmiechu i zabawy. Może już czas, żeby Tomek i Michaś nauczyli się pływać? Tak, zabiorę synów na weekend nad jezioro. Spędzimy miło i aktywnie czas, a żona przygotuje się w spokoju na konferencję. To świetny pomysł!
„To nie jest dobry pomysł” – żona nie podzieliła mojego entuzjazmu. „Przecież nic nie jest przygotowane, ja też nie mogę teraz z Wami jechać, przełóżmy to na przyszły weekend.” No tak, tylko po co? Przecież nie trzeba się zbytnio przygotowywać na dwudniowy wypad nad jezioro. Pominę długą i nie ukrywam trudną rozmowę z żoną i powrócę do opowiadania od słów: „To rób jak uważasz.” Spakowałem chłopców dosłownie w dwie minuty, nieco zakurzony namiot wrzuciłem do bagażnika samochodu, kilka najpotrzebniejszych rzeczy i ruszamy. Przed nami długa droga…
Pierwszy postój po paru minutach, Bo Tomek chciał siku, drugi postój po kolejnych 10 minutach, bo Michał też chce jednak siku. Najgorsze, że po 15 minutach i mnie się zachciało. No, ale dobrze, w końcu ruszyliśmy przed siebie. Na miejsce dotarliśmy później niż początkowo planowałem, nieco później niż planowałem, no dobrze – o wiele później. Chłopcy już jakiś czas temu zasnęli znużeni jazdą samochodem. Zaspani spoglądali z samochodu jak rozkładam namiot. Namiot – kilka rurek, plandeka, rozkładałem go już tysiące razy, nic prostszego. Nic prostszego – pod warunkiem, że są wszystkie części. Jak to możliwe, że teraz ich brakuje? Trudno, musimy sobie jakoś poradzić. Kilka gałęzi, kamieni, linka holownicza – na dwie noce wystarczy. To był długi dzień, wreszcie nadszedł zasłużony odpoczynek.
Sobotni poranek obudził nas ulewą, namiot podmyła woda, nasze rzeczy zamokły, a samochód ugrzązł w błocie. Potem było już tylko gorzej… Spacer w deszczu po lesie w poszukiwaniu kogoś, kto pomoże nam z samochodem. Wystające korzenie i kamienie, padający deszcz i błoto nie pomagały nam w wędrówce, ale przemoknięci chłopcy dzielnie maszerowali u mojego boku. W drodze powrotnej zabłądziliśmy. W lesie wszystkie drzewa wyglądają tak samo, zresztą byłem pewny, że szliśmy tę samą ścieżką.
Z pływania, ogniska i dobrej zabawy nic nie wyszło. Kolejną noc spędziliśmy w podmokniętym namiocie. Celowo użyłem słowa spędziliśmy, a nie przespaliśmy. Deszcz bębniący o namiot i dochodzące z oddali grzmoty, pomimo zmęczenia nie dawały nam spać. Trudno ten dzień zaliczyć do udanych, a warto tu także wspomnieć o braku łazienki i toalety, ciepłego posiłku czy suchych ubrań. W końcu nad ranem deszcz ustał, nadszedł długo oczekiwany sen.
W niedzielę dal odmiany obudziły nas promienie słońca. To chyba jakiś żart! Wysuszyliśmy namiot, ubrania, śpiwory i buty. Spakowaliśmy się do auta, a po drodze do domu wstąpiliśmy na ciepły posiłek.
Niedzielne popołudnie. Zerkam w lusterko i widzę jak na tylnej kanapie chłopcy zmęczeni i wyczerpani śpią wtuleni w siebie. Co ja powiem żonie? Kolana posiniaczone, łokcie poobdzierane i w dodatku niewyspani… Czy tak powinien wyglądać weekend z ojcem? Odpowiedź na to pytanie otrzymałem już w drzwiach mieszkania, kiedy chłopcy już od progu chóralnie oznajmili: „Mamo, ale było super!”.
